Niezawodni rodzice na etacie i w wolnym zawodzie

  Czy istnieje łagodne przejście z etatu ,,rodzic 24 h” na etat pracowniczy, czyli powrót do zawodu wykonywanego przed narodzinami potomka? Czy zawsze pierwszy powraca do świata tato, a dopiero potem – z krainy mlekiem i kaszką płynącej – wynurza się mama, próbująca zachować zdrowy balans między samorozwojem a potrzebami dziecka? Przed tymi i podobnymi pytaniami stanęliśmy jako młoda rodzina: powiększona o upragnioną Córeczkę, a pomniejszona o… no, właśnie – spróbujemy opisać, jak to wyglądało w naszej sytuacji.

Gdy zostajesz rodzicem, Twoją pracą staje się opieka nad nowym człowiekiem. Oczywiście maluszek wymaga przede wszystkim obecności rodzica lub rodziców, ale też nie poradzi sobie bez pożywienia, przewijania, otulania, uspokajania, leczenia. W pełni świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko. Wierzyliśmy też, że podołamy nowym zadaniom, przecież nie my pierwsi zapragnęliśmy powiększyć rodzinę. Kilka spraw ułożyło się jednak zupełnie inaczej, niż przypuszczaliśmy. Ba, kilka praw rządzących światem padło pod naporem pieluszek, grzechotek i bodziaków. Postanowiliśmy podzielić się kilkoma refleksjami – może odnajdziecie w nich ślady własnych doświadczeń?

Prezentacja członków familii

Nasza rodzina jest raczej standardowa, funkcjonujemy bowiem w układzie 2+1+pies. Zacznijmy od końca: pies jest nieduży, kudłaty i bardzo spokojny. Reszta składu ma większe gabaryty, mniej owłosienia i zdecydowanie więcej energii w sobie.

Hanka, zwana Haną, niebawem skończy 33 lata, ma krótkie, ciemne włosy, które rwie z głowy, gdy Mała Córeczka gorączkuje lub ząbkuje. Jej bystre spojrzenie nie osłabło podczas lat pracy przed komputerem, za to od kiedy w domu pojawiła się Nieśpiąca-Nocami-Córeczka, w oczach czai się zmęczenie…

On, Dominik, z zawodu jest fotografem, z zamiłowania – wielbicielem muzyki alternatywnej. Młody tata ma 36 lat, dalej nosi długie blond włosy, ma świetne pomysły na oryginalne sesje fotograficzne i wciąż jest niepoprawnym marzycielem, który wierzy nawet w to, że Mała Córeczka prześpi kiedyś całą noc bez krzyków (a to dobre!).

12.12

Potomkini nasza na imię ma Nina (na cześć ukochanej babci Hany). Drugie imię miał wymyślić Dominik, ale – mimo uprawiania artystycznego zawodu – ojcu dziecka zabrakło inwencji. Bronił się chłop jak mógł, twierdząc, że przecież nazwał już psa Hipolitem, więc póki co powinno być jeden do jednego. Koniec końców wspólnym wyborem stała się Anna – w ten sposób także babcia Dominika została upamiętniona.

Ciąża, poród i widoki na przyszłość

Dla Hany wymarzona ciąża oznaczała leżenie plackiem przez dwa miesiące – strach przed wcześniejszym porodem stłumił wszelkie lęki zawodowe. Kariera w branży IT stała się nieważna w porównaniu z losem Fasolki. Szkolenia czy praca zdalna nie wchodziły w grę – zalecenia lekarskie brzmiały jednoznacznie: unikać stresu, oszczędzać siły, jak najwięcej przebywać w pozycji horyzontalnej. Prywatne ubezpieczenie zdrowotne (gwarantowane przez firmę, w której zatrudniona jest Hanka) nie pokrywało jednak wszystkich badań ginekologicznych, niezbędnych przy ciąży zagrożonej. Gdy Maleństwo okrzepło już na świecie, Hanka znalazła chwilę, by zrobić wiwisekcję domowego budżetu. Wtedy stało się jasne, że do dalszego funkcjonowania całej rodziny potrzebne są dwie pensje: jej i Dominika.

 

13,13

Jest mieszkanie do spłacenia (kredyt podżyrowany przez rodziców Hanki), prywatne ubezpieczenie Dominika, są raty za samochód, którego na co dzień używa Hana. Za kółkiem spędza przynajmniej parę godzin w ciągu dnia (zakupy, zajęcia dla mam i dzieci, wizyty lekarza planowane i nagłe). Zwiększyły się wydatki i nie widać ich końca, bo w trybie pilnym pojawiła się konieczność zakupu drugiego auta, dla niego – od momentu narodzin Córki Dominik mniej pracuje w domu, a więcej jeździ po mieście.

Powód? Jego niewielkie studio utworzone w salonie zaczęło kolidować z codziennością grupy 2+1+pies. Płacz Nowej Człowieczki, jak również powiększająca się (zastraszająco) ilość zabawek i akcesoriów bobaskowo–niemowlęcych, zepchnęły potrzeby i możliwości artysty fotografa na drugi plan. Najważniejsze okazało się wyciszenie (żeby choć na chwilę Nina zasnęła!…), a więc – w konsekwencji – przeniesienie atrybutów fotograficznych do zaprzyjaźnionych pracowni. Dominik zaczął dojeżdżać na organizowane przez siebie sesje.

Pierwsze dylematy

Od kiedy Ninka przestała być oseskiem, a oszczędności ,,na dziecko” przestały być równie obfite, jak na początku tej całej przygody, Hana zdecydowała o swoim powrocie do pracy. Jako zwolenniczka naturalnego karmienia liczyła się z tym, że początkowo wróci do firmy tylko na pół etatu. Kiedy? Kiedy tylko zapadnie decyzja o oddaniu Niny do żłobka.

Dominik ten plan zaaprobował i dokładał do domowego budżetu, ile mógł. Robił sesje studyjne w tygodniu, w weekendy częstokroć uczestniczył w plenerach (chrzciny, śluby, wesela). Szczęściem, nierzadko ratowali nas finansowo rodzice. Bez zbędnych słów przywozili Wnuczce praktyczne prezenty: śpiworek na jesień, edukacyjne zabawki czy kilka paczek pampersów, a dodatkowo dwa razy wysłali nas na weekend za miastem, do przytulnych agrogospodarstw.

Tak, pomoc rodziny jest nieodzowna – ale nie tylko ta finansowa. To też czas poświęcony na spacerki z Wnusią. Podrzucanie nam gotowych obiadków czy przecierów dla Małej. Zabieranie Niny do siebie do domu. Wtedy można odzyskać siły, zebrać myśli i zdecydować, jak dalej ma wyglądać nasza – szeroko rozumiana – przyszłość.

14.14

Przygotowania do Wielkiego Powrotu Pracującej Mamy

W końcu nadszedł czas powzięcia decyzji o powrocie z urlopu wychowawczego (,,urlopu”? Niezły żart, no nie?!) – nadeszła pora, by znaleźć Ninie miejsce w żłobku. Żłobku prywatnym, bo do państwowego trudno się dostać, a poza tym ponoć dziecko rzadziej choruje, gdy chodzi na zajęcia do mniejszej grupy rówieśników. Odwożeniem Małej, odbieraniem Jej ze żłobka oraz prowadzeniem domu – gotowaniem, sprzątaniem, zakupami – ma zająć się Dominik. Oznacza to, że jakiekolwiek działania fotograficzne będzie mógł realizować tylko w weekendy lub podczas tych kilku godzin, gdy Córka jest w żłobku, a mieszkanie nie wymaga odgruzowania, lodówka napełnienia, pies wybiegania itd. W końcu mamy XXI wiek, mężczyźni – podobno – znakomicie sprawdzają się w rolach perfekcyjnych panów domu, a kobiety – cóż, niekiedy to na nich spoczywa ciężar utrzymania rodziny. Mamy nadzieję, że dokonaliśmy słusznego wyboru, a Nince nie zafundowaliśmy pierwszej traumy: rozłąki z rodzicami, zwłaszcza z mamą, którą dotąd miała na każde zawołanie. Czas pokazał, że mieliśmy rację, ale nie od razu – musieliśmy na to poczekać.

Jak było – jak jest

Pierwszy dzień w pracy Hany nie należał do spędzonych efektywnie. Chociaż jej skrzynka mailowa pękała w szwach i do ogarnięcia były sprawy na wczoraj, trudno jej było się skupić i skoncentrować na treści otwieranych załączników. Pracowniczy zegar wiszący na ścianie tuż nad nią nigdy jeszcze nie przyciągnął tylu jej spojrzeń. Chociaż dyskretnie pisane i czytane smsy uspokajały swoją zwięzłą treścią, wielką niewiadomą pozostawało, jak Nina czuje się w nowym dla siebie świecie. Śpi? Płacze? Czy ma zmienioną pieluszkę? W obliczu takich pytań mniej ważne było, jak Dominik wywiąże się z domowych obowiązków. Czas wlókł się niemiłosiernie, jednak wskazówki w końcu dopełzły do dwunastej i Hanka wróciła do domu.

Po porannym rozgardiaszu ani śladu, spod pokrywki garnka dobiega ciche bulgotanie krupniku, pies przyjaźnie merda ogonem po długim spacerze – nawet przemknęło Hanie przez myśl „czy ja tu w ogóle jestem niezbędna?”

Tak, jest niezbędna, o czym przekonała się w żłobku, do którego pojechali we dwoje. Ninka tuż przed ich przybyciem wpadła w zły humor i zanosiła się płaczem. Głośnie okrzyki niezadowolenia nie ustawały, kiedy Dominik przytulał małą, bo Hanka wypytywała jedną z opiekunek o wszystko, co tylko przyszło jej do głowy od wyjścia do pracy. Dopiero kiedy Ninka znalazła się w objęciach mamy, uspokoiła się. I natychmiast zaczęła domagać się karmienia.

15.15

Nasz nowy czas to nowe wyzwania!

Nie zawsze było tak różowo, jednak po około miesiącu sytuacja unormowała się na tyle, że można było mówić o jako takiej stabilizacji. Dominik spełniał się w nowej roli, do której szybko przywykł, niestety ze szkodą dla czasu, jaki przeznaczał na swoją pracę – w tygodniu zajmował się nią coraz rzadziej, pozostawały mu weekendy. To znowu sprawiło, że budżet przestał się dopinać.

Rozwiązaniem okazała się dawna pasja Hany, a przed urodzeniem Ninki była nią praca. Nowe zadania pochłonęły ją na tyle, że zdecydowała się nie tylko na połowiczny, ale całkowity powrót – na cały etat. Dopiero ta nowa konfiguracja zatrybiła i nowy rytm, jakiemu poddali się wszyscy, okazał się właściwy i najlepszy możliwy względem finansów w obecnej sytuacji.

Etat czy wolny zawód – co jest lepsze dla młodych rodziców?

W naszym przypadku różne sposoby zatrudnienia okazały się być bardzo korzystne. Przejście Hanki od urlopu wychowawczego, przez powrót na połowę etatu, aż do ośmiogodzinnego trybu pracy, odbywało się bez problemu dzięki pomocy Dominika, ale też jego kosztem. Ilość fotograficznych zleceń, które mógł obsłużyć, topniała w oczach. Musieliśmy wybrać stabilizację finansową, czyli zdecydować o całym etacie jednego z nas. W przeciwnym razie pikujący w dół stan finansów oznaczał brak oszczędności i życie od wypłaty do wypłaty.

Czy lepsza byłaby sytuacja, gdybyśmy oboje pracowali na etacie, w pełnym wymiarze godzin? Stan domowego budżetu, który nie wymaga rezygnacji z zakupu najlepszych jakościowo zabawek i ubranek dla Niny, to kusząca perspektywa, ale do opieki nad małą w czasie jej dłuższej choroby konieczne byłoby zatrudnienie opiekunki – myśl o tym, że ktoś inny zajmuje się Niną i przebywa w naszym domu byłaby trudna do zaakceptowania i na szczęście nie musieliśmy się z tym zmagać.

Zgromadziliśmy tym samym pokaźny bagaż doświadczeń. Co pokazał nam czas powrotu Hany do pracy i zmagania się Dominika z jego zleceniami? Hanka była w tej dobrej sytuacji, że miejsce w firmie na nią czekało, potrzeba było tylko jej decyzji o tym, by do niej wrócić. Wrócić, czyli zrezygnować czasu spędzanego z Ninką: ze spacerów, wspólnych zabaw, obserwowania tego, jak się rozwija, raczkuje i próbuje zrobić pierwszy samodzielny krok. Dla młodej matki to duże wyrzeczenie. Z kolei praca w wolnym zawodzie nie wymusza takich życiowych decyzji. Tutaj od precyzyjnego gospodarowania czasem zależy, ile czasu poświęcisz na zajmowanie dzieckiem, ile na pracę – potrzebna jest do tego samodyscyplina i umiejętność rozplanowania wszelkich zadań każdego dnia.

Nie wykluczamy, że za parę lat zamarzymy o drugim dziecku. Może wtedy, gdy któreś z dziadków będzie już na emeryturze i zdecyduje się nam pomóc w opiece nad maluchami? Mamy takie same marzenia, jak wielu rodziców w Polsce – pragniemy zapewnić sobie finansową płynność, powiększyć życiowe oszczędności oraz – co najważniejsze – cieszyć się rodzinnym szczęściem jak najdłużej i jak najczęściej.