Jak wybrałam nianię idealną

Minął pierwszy rok, odkąd urodziłam Kubę. Okres urlopu macierzyńskiego był dla mnie wspaniały, mogłam codziennie obserwować, jak rozwija się mój synek. Wspólnie spędzony czas w domu dobiegał jednak końca – musiałam wrócić do pracy. Mój mąż Damian przesiaduje w firmie deweloperskiej całymi dniami od poniedziałku do piątku, pojawił się więc problem: jak zapewnić Kubusiowi odpowiednią opiekę w tygodniu? Początkowo pomyśleliśmy o żłobku, ale moim zdaniem nasz maluch jest na to za mały, czułabym się pewniej, gdyby jeszcze był w domu. Wtedy zdecydowaliśmy się na zatrudnienie niani.

Telefon do przyjaciela

Kiedy tylko ten pomysł zaświtał mi w głowie, od razu zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Anety, która urodziła dwie dziewczynki i po urlopie macierzyńskim wróciła do aktywności zawodowej. Umówiłyśmy się na kawę, żeby obgadać jej doświadczenia z nianiami.

– Oliwka, ja szukałam niani dla moich córek chyba przez 4 tygodnie! To wcale nie jest taka łatwa sprawa – na wstępie Aneta wcale nie pocieszyła mnie swoimi słowami.

– A co w tym takiego trudnego? – zaśmiałam się. Jeszcze nie wiedziałam, ile racji ma moja przyjaciółka…

– Przecież to ma być dziewczyna, która będzie spędzała mnóstwo czasu z Kubą, jej zachowanie na pewno będzie miało wpływ na rozwój charakteru Twojego synka, prawda?

Hmmm… faktycznie, Aneta miała rację – niania będzie z Kubą przez kilka godzin dziennie! Dla niego ona będzie jak członek rodziny. Wzięłam od Anety numer telefonu do Magdy, niani, która zajmowała się jej starszą latoroślą kilka lat wcześniej.

Mother with her baby having breakfast in the bright kitchen at home. Photo toned, still life.

Pierwsza próba – Magda

Z Magdą umówiłam się na próbny dzień – zostałam z nią i Kubą w domu, bo chciałam zobaczyć, jak będą się dogadywali. Kubuś jeszcze nie mówi, ale próbuje się z nami porozumiewać swoim własnym językiem. Jest dzieckiem niezwykle ciekawym świata, ciągle wskazuje na jakieś przedmioty i wtedy trzeba do niego mówić, opowiadać o tym, co go otacza – tak przynajmniej my spędzaliśmy razem czas. Magda była bardzo miłą osobą, ale nie wykazywała zainteresowania do przybliżania świata i rozwijania słownictwa naszego dziecka. Na jego zaczepki odpowiadała półsłówkami i tylko go obserwowała. Od razu mi się to nie spodobało. Czara goryczy przelała się jednak w momencie, kiedy Kuba pobiegł swoimi niepewnymi krokami do innego pokoju, a Magda zaczęła na niego krzyczeć! To było niedopuszczalne, jeśli ona przy mnie, matce, zachowywała się w ten sposób, to co by dopiero było, gdyby zostali sami! Tym bardziej, że przecież Kubuś nie zrobił nic złego…

– Aleś mnie załatwiła! – zadzwoniłam do Anety, żeby się pożalić na Magdę – ta dziewczyna kompletnie nie ma cierpliwości do dzieci, jak Ty z nią wytrzymałaś?!

– Naprawdę? Kilka lat temu zachowywała się inaczej! Może z czasem straciła serce do tej pracy? Spróbuj z Igą, ona zastępowała Magdę kilka razy, świetnie się z nią dogadywałam.

Iga – brak kreatywności

Iga spodobała mi się od samego początku, widać było, że jest osobą bardzo sympatyczną i Kuba dobrze czuł się w jej towarzystwie. Odetchnęłam z ulgą. Już się cieszyłam na myśl o jej zatrudnieniu! Dzień toczył się swoim normalnym rytmem, Iga świetnie zajmowała się dzieckiem, ale ze zdumieniem patrzyłam, jak sadza go przed telewizorem i włącza mu bajki, a sama sięga po laptopa. Hola, hola – a co z rozwijającymi zabawami?! Zagadnęłam ją o to, co zamierza robić z Kubą, kiedy ja będę w pracy. Rezolutnie odpowiedziała, że ma pokaźną kolekcję płyt DVD z bajkami oraz różne kolorowanki. To już chyba wolałabym oddać Klubę do żłobka, wówczas miałabym pewność, że dziecko przynajmniej ma zapewnione odpowiednie do jego wieku aktywności. Zrezygnowana chwyciłam za telefon i wykręciłam numer do Anety.

– Co tym razem? – Aneta nie ukrywała rozbawienia – czyżby wybór niani nie był jednak taki łatwy?

– Daj spokój, Iga jest naprawdę fajną osobą, ale nie ma pomysłu na kreatywne zabawy, nie chcę, żeby Kuba siedział całymi dniami przed telewizorem…

– Może spróbuj jeszcze z Małgosią, dziewczyna jest młoda, ale miała dobry kontakt z moją młodszą córką. I tak musisz kogoś znaleźć, zadzwoń do niej.

Małgosia – strzał w dziesiątkę!

Małgosia pojawiła się w moim mieszkaniu punktualnie o 9.00. Dobry początek. Przyniosła ze sobą wypchaną torbę i wyciągnęła z niej jakieś dokumenty.

– Pani Oliwio, tutaj są rekomendacje od moich poprzednich pracodawców, może chce Pani je przejrzeć, a ja w tym czasie zapoznam się z Kubą.

Referencje były naprawdę imponujące. Dziewczyna zajmowała się dziećmi od 17 roku swojego życia (teraz ma 23 lata), więc jej młody wiek nie odpowiadał jej doświadczeniu. Było coraz lepiej, ale nauczona poprzednimi spotkaniami z nianiami nie dałam się jeszcze ponieść euforii. Między nią i Kubą od razu pojawiło się zrozumienie, malec chętnie wyciągał do niej ręce i wesoło z nią gaworzył. Małgosia przyszła do mnie, aby wypytać mnie o zabawki – przede wszystkim chodziło jej o wyposażenie naszego podwórka, czy są tam huśtawki i piaskownica. Jej zamierzeniem było spędzanie 2-3 godzin dziennie na świeżym powietrzu, jeśli tylko pogoda na to pozwoli. Na pytanie co będzie robiła z pozostałym czasem, odpowiedziała śpiewająco – z opasłej torby wyciągnęła interaktywne książeczki, drewniane klocki, pokazała mi również certyfikat z zajęć, na których zdobyła wiedzę o kreatywnych zabawach. Obserwując ją bawiącą się z Kubą, widziałam, że zna dużo wierszyków i piosenek i chętnie opowiada mu o otaczającym go świecie. Postanowiłam dać jej szansę.

Niech sielanka trwa!

Spotkałam się z Anetą w kawiarni po pracy. Teraz wiedziałam, że Kuba jest bezpieczny i szczęśliwy z Gosią, więc mogłam się na godzinkę urwać na kawę z przyjaciółką.

– Widzisz, mówiłam, że wybór niani to nie jest wcale łatwa sprawa!

– Taaaak, oczywiście, miałaś rację, ale Gosia jest naprawdę cudowna. Wie, czego trzeba rocznemu dziecku, szybko złapali z Kubą wspólny język, no i faktycznie, jest dla nas jak członek rodziny, Kuba za nią szaleje! Może jestem tylko odrobinę zazdrosna, ale to niewielka cena jak za taką nianię.

– No i w końcu masz czas, żeby wyjść z koleżanką! To co, kawka i ciasto?

– Czytasz mi w myślach!