Jak przygotować córkę na przyjście na świat jej braciszka?

Kiedy zostałam nauczycielką, cytat o ‘przyjemności’ z uczenia cudzych dzieci pojawiał się w wielu rozmowach. Ale jak powołanie, to powołanie – ktoś musi nieść ten kaganek oświaty – odpowiadałam zawsze z uśmiechem na ustach. Praca w szkole z małymi dziećmi zaowocowała wiedzą i doświadczeniem, stało się to jasne podczas drugiej ciąży. Początkowo myśleliśmy z Jackiem, że teraz z wychowaniem dziecka będzie nam o wiele łatwiej, jednak nie przewidzieliśmy, jak zachowa się nasza córka.

Trzyosobowa załoga na pokładzie

Happy family. A father and child embracing belly of mother pregnant

Zbytnio się nie pomyliliśmy, bo wykształcenie pedagogiczne procentuje (polecam serdecznie wszystkim!), a w połączeniu ze ścisłymi umysłami rodziców (ja – matematyczka, mąż – bankowiec), procentuje całkiem niezłą lokatą w postaci stabilnego życia. Odkąd na naszym domowym pokładzie pojawiła się Iga, życie się zmieniło, ale nie była to rewolucja. Po prostu zweryfikowaliśmy nasze cele, ja zamieniłam szkołę na dom, a Jacek przestał brać nadgodziny w pracy, bo córeczka jest najważniejsza. Iga dobrze się rozwijała, nie było z nią żadnych problemów – regularne karmienie, spanie – nawet znajomi się śmiali, że to zdyscyplinowane dziecko. Myśleliśmy, że nasza Iga nas już niczym nie zaskoczy, bo była grzecznym i pojętnym dzieckiem. Jednak spokój rodziców to rzecz względna – raz jest, raz go nie ma. Przekonaliśmy się o tym dobitnie, kiedy na świecie miał pojawić się Tymon. Wyczekiwanego przez nas syna jego siostra nie wypatrywała tak radośnie, jak my.

Plany rodziców kontra jedynaczka

Tuż po ślubie założyliśmy sobie (o ile takie rzeczy można zakładać), że będziemy mieli dwójkę dzieci. Najlepiej, gdyby to była parka. Igę już mieliśmy, więc staraliśmy się o kolejne dziecko. Z racji tego, że mamy oboje dużo starsze rodzeństwo, chcieliśmy, by różnica wieku między dziećmi była niewielka. Będą mieli lepszy kontakt i się zżyją – powtarzał mi mąż. Kiedy zobaczyłam na teście ciążowym 2 kreski, byłam najszczęśliwsza na świecie, a Jacek zareagował podobnie. Zastanawialiśmy się nad reakcją Igi, a ta nas przerosła.

– Iguś, wiesz, że mamusia urodzi ci braciszka lub siostrzyczkę? – chciałam umiejętnie trafić do umysłu trzyletniego dziecka.

– Ale po co? Ja nie chcę! – wykrzyknęła Iga, przewracając kolejne kartki w książeczce.

Takiej reakcji to się nie spodziewaliśmy.

– Może po urodzeniu mała zmieni zdanie? – uspokajał mąż.

– Nie sądzę – wiedziałam, że jeśli chcemy, aby jedno i drugie dziecko było szczęśliwe, proces „wdrażania nowego członka rodziny” musimy rozpocząć już teraz.

Co siedzi w głowie trzylatki?

Sytuacja stawała się trudna, tak jak przewidywałam. Kiedy Tymon rósł, a razem z nim mój brzuch zaczął przypominać piłkę, Iga wydawała się coraz bardziej niespokojna. Nie rozumiała, dlaczego nie mam ochoty na bitwę na poduszki albo ganianie się po mieszkaniu. Kiedy po kolejnym USG, w którym poznaliśmy płeć dziecka, w naszych rozmowach pojawiało się słowo „synek” oraz „braciszek”, Iga mówiła, że go nie chce, że nie będzie się dzieliła zabawkami, że my jesteśmy tylko jej. Nawet nie mówiła, a krzyczała. Zapaliła mi się czerwona lampka w głowie – nowa sytuacja dla niej może być bardzo trudna, przecież wcześniej była jedynaczką i wszystko należało do niej. Opanowałam początkową panikę – co zrobiłabyś, gdybyś miała taką sytuację w szkole? – zastanawiałam się i zaczęłam działać. W końcu nie chcę w przyszłości zazdrości i kłótni. To będzie rodzeństwo, kochające się rodzeństwo.

Jak oswoić Igę z Tymonem?

Zaczęłam od bajek, takich, w których pokazane są relacje między rodzeństwem, a dzieciaki dogadują się świetnie. Na przykładzie „Franklina, który zostaje starszym bratem” podsuwałam Idze ciekawostki związane z rolą starszej siostry. Mąż mówił jej, że to bardzo ważne zadanie, a ja opowiadałam o bobasie, który będzie przez pewien czas płakał, jadł i spał, ale potem będzie się z Igą bawił. Wiele pomogły nasze wizyty u znajomych, którzy mają dzieci – Iga nie chodziła do przedszkola, więc nie miała szansy zobaczyć, jak to jest przebywać z innymi dziećmi, a wizyty na placu zabaw okazały się niewystarczające. W końcu przyszedł czas na wymyślanie imienia. Oczywiście mieliśmy swoje typy, ale żeby Iga nie czuła się miej ważna, jej zdanie także braliśmy pod uwagę. Będzie Tymoteusz. Ponieważ córeczka uczestniczyła także wyborze mebli do pokoiku Tymka, czuła się zaangażowana i ważna. Zobaczymy, jakie efekty przyniesie nasz „plan uświadamiający”.

Czteroosobowa załoga na pokładzie

happy family sister kisses baby brother in bed

Poród odbył się bez komplikacji, Tymoteusz dostał 10 w skali Apgar. Teraz ma 5 miesięcy, a ja ciągle karmię piersią. Kiedy widzę Igę, która z taką czułością podchodzi do brata i głaszcze jego blond włoski, nie mogę się napatrzeć…. Tymon będzie miał najlepszą siostrę! A tak tragicznie się zapowiadało. Warto było zostać pedagogiem.

Olga, mama Igi i Tymona